Armenia, Kaukaz,

Jedna z tych historii

Każdy z nas przeżył coś, z czego się teraz śmieje, ale w tamtej chwili wcale nie było nam do śmiechu.

Moja przygoda miała miejsce w Hrazdanie, w drodze z Erewania nad jezioro Sewan.

Plany w podróży zawsze ulegają zmianom, nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć szczególnie w rozwijających się krajach. Zdarzyło się nam, że musiałyśmy zatrzymać się na noc w mieście pomiędzy Erewaniem a Sewan, w Hrazdanie. Małe miasto położone w trochę górzystym regionie. Wygląda jakby Związek Radziecki na stale tu pozostał. Bloki z wielkiej płyty, fabryki. Wygląda jakby miasto zostało sztucznie stworzone na potrzeby wybudowanej tam fabryki.

P1050352 P1050357

P1050351

Wydawałoby się, że w mieście w połowie drogi między dwoma najbardziej turystycznymi miastami (stolicą i największym jeziorem w kraju) będzie jakiś hotel, w którym można się zatrzymać. Wydawałoby się…. W całym mieście nie było niczego takiego. W końcu udało nam się znaleźć, z pomocą lokalnych mieszkańców, hotel, który miał być dopiero otwarty. Prowadziła go sympatyczna kobieta. Koniec końców nie miałyśmy innego wyjścia. Warunki bardzo fajne i przystępna cena.

Po południu poszłyśmy na spacer. Wracając owa Ormianka zaprosiła nas na kawę. Potwierdziło to tylko naszą opinię o gościnnych Ormianach. Po chwili znalazłyśmy się w dość dużej sali, która w przyszłości mogłaby posłużyć za małą dyskotekę w hotelu. Przy jednym ze stołów siedziało trzech mężczyzn, znajomych i właścicieli tego przybytku. Zostałyśmy poczęstowane smaczną kolacją i ormiańskim winem z granatów. Swoją drogą jedno z najlepszych win jakie kiedykolwiek piłam. Miła atmosfera, śmiechy i żarty. W końcu zapytałyśmy się, co to za miejsce i co ma się w nim znajdować. Usłyszałyśmy „Strip club”! OMG WTF!? I nagle w naszych oczach zamiast trzech mężczyzn zobaczyłyśmy trzech alfonsów. Od razu chciałyśmy wyjść. Nie jest to abym komfortowa myśl, że je się kolacje z alfonsami i śpi się w przyszłym klubie ze striptizem. Panowie zaczęli nas prosić do tańca (oczywiście takie normalnego a nie na rurze), na co żadna z nas nie chciała się zgodzić. Odrazy jak weszłyśmy na parkiet w te pędy wybiegłyśmy z tej sali i pobiegłyśmy do naszego pokoju zamykając drzwi na klucz. Nikt w te drzwi nie pukał, ale tej nocy nie spałyśmy za dobrze.

Wstałyśmy jakimś bladym świtem, tak że wszyscy jeszcze spali. Bo wieczór wcześniej panowie oferowali nam wycieczkę po okolicach jeziora Sewan. Spakowane z plecakami na plecach i butami w dłoniach, tak żeby nie było nas słychać podczas wychodzenie, chciałyśmy wyjść. I tu zaczyna się scena jak z jakiegoś amerykańskiego filmu klasy B. Drzwi były zamknięte, ale udało nam się znaleźć klucz, Oczywiście był to najgłośniejszy zamek na świecie. Wyszłyśmy i poszłyśmy w stronę bramy, która była zamknięta oczywiście. Za duża żeby przez nią przeskoczyć. Zauważyłyśmy, że obok jest teren budowy i jest tam wąskie przejście. Podchodzimy do tego przejścia a tam wielki pies wyskakuje zza płotu i zaczyna nas gonić i szczekać! W te pędy przebiegłyśmy przez cały teren budowy. Pies okazał się być uwiązany na łańcuchu, choć dość długim. Dobiegłyśmy do przystanku autobusowego i wsiadłyśmy w pierwszy autobus do Sewan.

Minęło już wiele lat od tamtego wydarzenia. To i wiele innych podczas podroży po Kaukazie wiele mnie nauczyło. Czasem jednak nie da się przewidzieć każdego ryzyka i tego jak dana sytuacja się potoczy. Teraz się z tego wszystkiego śmieje, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Cały dzień później odpoczywałyśmy nad jeziorem Sewan i nadrabiałyśmy nieprzespana noc.

P1050369 P1050379 P1050385 P1050388 P1050393

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s